Cudze znamy, ale i swoje chwalimy | www.palac.art.pl

Aktualności

Cudze znamy, ale i swoje chwalimy

Autor: Małgorzata Fert

Z prof. Jerzym Mrozikiem, przewodniczącym jury X Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. Michała Spisaka rozmawiała Regina Gowarzewska.
 

Czym charakteryzuje się Konkurs im. Michała Spisaka?

W Polsce mamy kilka wielkich konkursów instrumentalnych i gro mniejszych, choć też bardzo ciekawych. Na tym tle Międzynarodowy Konkurs im. Michała Spisaka w Dąbrowie Górniczej charakteryzuje przede wszystkim to, że każdego roku są trzy specjalizacje jednocześnie i są one co roku inne. Formuła Konkursu, którego mam w tym roku zaszczyt być przewodniczącym jury, daje szansę wszystkim młodym instrumentalistom różnych specjalności, by raz na kilka lat stanąć w szranki współzawodnictwa muzycznego. W tym roku będą to: fleciści, trębacze i wiolonczeliści. W kolejnym roku pojawią się inni. Zatem ten Konkurs daje szansę większej ilości młodych artystów, niż chociażby monoistrumentalne, odbywające się w cyklu co 4 lub 5 lat.

Czy trudno jest oceniać uczestnictwo w Konkursie?

W I etapie Spisaka uczestnicy każdej specjalności oceniani są przez specjalistów od danego instrumentu. To tworzy pewien przesiew. W kolejnych etapach grono jurorów łączy się i już wszyscy oceniają, oczywiście z zachowaniem reguł regulaminu. Każdy z jurorów to doświadczony muzyk, a całe nasze życie muzyczne to nie tylko gra solowa, ale też kameralistyka - partnerowanie w coraz to innej konfiguracji zespołu instrumentów oraz gra w orkiestrze. Ponadto, pracując w uczelniach, współuczestniczymy w komisjach "drzewa", "blachy" czy "smyczkowców", że tak użyję popularnych skrótów. Wtedy oceniamy nie tylko w swoich specjalnościach. Wbrew pozorom ta "niewiedza" instrumentalna ma swoje bardzo pozytywne strony. Inne spojrzenie na młodego artystę. Poza zawiłościami natury technicznej pozostaje muzyka, a tą potrafi ocenić każdy z nas, zgodnie ze swoją wiedzą, wrażliwością i doświadczeniem.

Jaka jest rola konkursów w życiu artystycznym młodych ludzi?

Myślę, że to nie tylko naturalny odruch sprawdzenia się, ale też ambicja i aspiracja do osiągnięcia wyższych celów. To zdrowy niedosyt ekspansji muzycznej. Przygotowanie do konkursu jest zwiększeniem dawki ćwiczeń, bardziej intensywnym pokonywaniem trudności i opanowywaniem nowych utworów, a w efekcie daje to lepszy poziom gry. Po konkursie, bez względu na wynik, poziom wtajemniczenia instrumentalnego jest już wyższy. W przypadku laureatów jest większa rozpoznawalność muzyka, lepsza perspektywa pracy zawodowej, większa wiara we własne umiejętności, a przez to jeszcze lepsza gra. Ci, którym szczęście nie dopisze, opuszczą konkurs bogatsi w nowe doświadczenia, spostrzeżenia i, mam nadzieję, wyciągną z tego wnioski, że podczas kolejnych konkursów nie mogą niczego odpuścić.

Spotykamy się na Konkursie im. Michała Spisaka, którego zadaniem jest też promowanie sylwetki i muzyki patrona. Czy ma Pan jakąś ulubioną jego kompozycję?

Nie mam jednej, ulubionej kompozycji Michała Spisaka. Najwcześniej poznałem jego Koncert na fagot, w wersji z fortepianem i właśnie z tą kompozycją najbardziej kojarzy mi się patron Konkursu. Dąbrowski Konkurs pomaga zrozumieć, że polska kultura muzyczna to nie tylko Fryderyk Chopin, Stanisław Moniuszko czy Karol Szymanowski. To także wielu innych wspaniałych twórców, w tym oczywiście Michał Spisak, bez których bylibyśmy znacznie ubożsi. Chciałoby się powiedzieć, trawestując znane przysłowie: "Cudze znamy, ale i swoje chwalimy!".
 

Tekst - Regina Gowarzewska
Zdjęcie - Dariusz Nowak (nddg)